czwartek, 11 października 2012

[11]

Nieustannie bronię się przed jesienną melancholią. Staram się budzić z szerokim uśmiechem, przeciągać  jak kot i czuć zadowolenie o szóstej trzydzieści. Biorę szybki prysznic, kładę kilka warstw makijażu, na usta dyskretny błyszczyk. Ubieram się w zapachy. Balsam, krem do rąk i perfumy. Kropelna na kark i kilka na nadgarstki. Taki zestaw dodaje mi pewności siebie. Parzę pyszne capuccino. Uwielbiam zapach świeżo zmielonej kawy. Rozchodzi się pomału po zakamarkach domu. Pierwszy łyk i chwila zamyślenia. Uwielbiam zlizywać z ust słodką kawową piankę.Czuję się wtedy jak małe dziecko, które zjedząc ukradkiem kawałek czekolady musi szybko zatrzeć jej ślady.
W drodze do pracy rozmawiam z Bezmajtkiem. A wiesz, ze Piotrek dostał minusa z angielskiego, bo nie miał pracy domowej.Artur wczoraj sprzedał mi takiego kopniaka, że mam na nodze wielkiego siniaka. Nasza pani jest taka fajna, mówi do nas Dziabongi ,a ostatnio ,jak zrobiłem błąd w działaniu tu powiedziała: Maniek, no co Ty robisz. Do dziewczynek mówi Mańka. Jest taka miła i  wszystkie dzieci traktuje równo. Bardzo mi się to podoba, bo poprzednia Pani lubiła tylko te które dobrze się uczyły. Było mi zawsze przykro.Wiesz, ze Kuba z szóstej klasy ma najnowsze mercuriale, takie niebieskie. Sliczne. Chciałbym mieć samsunga galaxy, to taki fajny telefon, a najchętniej iphona 5.
I tak sobie słucham mojego dziesięciolatka, przytakując mu co jakiś czas lub robiąc minę niedowiarka. Nie mogę sobie przypomnieć jakie, w jego wieku miałam problemy? Dla nas banalne, dla dzieciątka ciężkie do przetrawienia.
Zatrzymujemy się pod szkołą. Szybkie buzi. Ukradkiem, zeby koledzy nie widzieli.
Pędze do pracy.W głowie burza myśli.
Co przyniesie dzień?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz